Zdarza się, iż znaczna cześć dnia leżę w pokoju. Warkot wentylatora staje się bardzo odległy, prawie niesłyszalny. W przerwie miedzy nic nie robieniem gram w szachy, z komputerem, upewniwszy się uprzednio ze dałem mu na tyle mało czasu by wygrać. To takie moje codzienne zwycięstwa na zawołanie. Odnoszę je bardzo spektakularnie, po fakcie, dumnie paradując po wspólnym dla całego pietra balkonie. Na dole jest jedno małe akwarium z jedna duza rybka. Myślę ze mamy podobnie, tyle ze ja mieszkam piętro wyżej. Ściągnąłem kilka ebookow, Bulhakowa, Terakowską i Arshey “Dlaczego faceci kochają zołzy”. W sumie to wiem, ale ja zołz nie kocham. Szukałem książki, a wylądowałem we francuskim cofee shopie. Jako ze miałem z sobą duży aparat, wszyscy myśleli ze pracuje dla gazety i dostałem bardzo dużą kawę
Szukałem dalej, w… muzeum. btw “museum” to niezwykle trudne słowo którego nikt tutaj nie zna. Pakse to 500 000 miasteczko w którym nie spotkałem ani jednego rdzennego mieszkańca z którym mógłbym porozumieć się, tak po prostu. Ciągnące się w nieskończoność dialogi przypominają dukanie ślepego z głuchym. W pokoju, centralnie nad łóżkiem, mam obrazek (sic!) – sadzać po architekturze to jakieś europejskie miasteczko szczelnie pokryte białym puchem. Kicz straszny, ale to trochę tak jak z naszymi posterami z hawajskimi plażami usłanymi palmami o zachodzie słońca – 100% egzotyki
Pojutrze mam samolot do Vientiene. P.s Moj obecny szachowy ranking to 1374 ELO (Amateur class D)
