W Pakse pogrzeby zaczynają się o 17:00. Wiem bo widziałem z okna autobusu. Potem już tylko podziwiałem lokalne “downtown”. Kolejny zapyziały hotel z plastikowym wiatrakiem, lodówka wielkości malej chłodni i telewizorem marki daewoo w wyrwana klapka. “Kabina prysznicowa” zazwyczaj znajduje się dokładnie w tym samym miejscu co sedes, co oznacza ze można prowadzić higieniczny tryb życia pod warunkiem ze jednocześnie spocznie się na klozecie. Pokoje są tak przeogromne ze najczęściej muszę brać dwuosobowy by zmieścić tam siebie i dwa niewielkie plecaki. Zadziwiające jak niezwykle przestrzenie ludzie adaptują do miana hoteli i jeszcze bardziej niezwykła jest ilość turystów które takie przestrzenie ochoczo odwiedza (wliczając w to mnie – no może bez tego ochoczo). Co by nie było tak różowo, napisze ze robię się miękki. Albo może właśnie twardy. Na pewno obojętnieje, bez emocji spoglądam z okien autobusów i hoteli. Choć akurat mój aktualny hotel okien w ogole nie posiada. Te obskurne, brudne hotele, nie lepsze restauracje, 35 stopni za dnia i niewiele mniej w nocy, podróże autobusami które 180 km potrafią pokonać już w 10h, żywe kurczaki w tychże autobusach, ludzie jedzący na siedzeniach i wyrzucający resztki pod siedzenia, to wszystko sprawia ze gdzieś moja tolerancja się kończy i coś innego (nie wiem jeszcze co to) zaczyna.. Just a bit of being homesick.

