Bardzo bardzo upalny dzień tego lata. Korpusy płonęły w dłoniach. Zapraszam na Sneak-peek ów nieco obszerny.






















- Archives
-
September1st
Joanna & Jaroslaw
Posted in: Fotografia reportażowa, Fotografia ślubna
-
February25th
Pakse airport
Posted in: Laos
Dwie godziny do odlotu. Juz po odprawie. Przeglądam zdjęcia z wczoraj. Dwie ostatnie ekspedycje
to taki trochę wymuszony setup. Postanowiłem zabrać z sobą najbardziej nieodgadniony przeze mnie korpus i najbardziej niezrozumiale przeze mnie szkło czyli duet d3 + 14-24 i zmusić się do zrobienia tym zdjęć. Większość od F4 w gore.


-
February24th
Spinach chicken po raz ostatni smakuje najlepiej. Ostatni banana shake. Wszystko co dobre się kończy. Przyspieszamy. Na blogu jest już jutro
Dzisiaj (wczoraj) ostatni dzień w Pakse. Nazajutrz Vientiene i Hanoi. Pojutrze Moskwa i … home, sweet home.. Znowu męczyłem te biedne dzieci. Niestety pola ryżowe i Wietnamki wyczerpały się jakiś tydzień temu, krajobrazy za bardzo tu nie występują, a pozostałe lokalne atrakcje nie przyciągają zbytnio uwagi..


-
February23rd
Coffee shop
Posted in: Laos
Zdarza się, iż znaczna cześć dnia leżę w pokoju. Warkot wentylatora staje się bardzo odległy, prawie niesłyszalny. W przerwie miedzy nic nie robieniem gram w szachy, z komputerem, upewniwszy się uprzednio ze dałem mu na tyle mało czasu by wygrać. To takie moje codzienne zwycięstwa na zawołanie. Odnoszę je bardzo spektakularnie, po fakcie, dumnie paradując po wspólnym dla całego pietra balkonie. Na dole jest jedno małe akwarium z jedna duza rybka. Myślę ze mamy podobnie, tyle ze ja mieszkam piętro wyżej. Ściągnąłem kilka ebookow, Bulhakowa, Terakowską i Arshey “Dlaczego faceci kochają zołzy”. W sumie to wiem, ale ja zołz nie kocham. Szukałem książki, a wylądowałem we francuskim cofee shopie. Jako ze miałem z sobą duży aparat, wszyscy myśleli ze pracuje dla gazety i dostałem bardzo dużą kawę
Szukałem dalej, w… muzeum. btw “museum” to niezwykle trudne słowo którego nikt tutaj nie zna. Pakse to 500 000 miasteczko w którym nie spotkałem ani jednego rdzennego mieszkańca z którym mógłbym porozumieć się, tak po prostu. Ciągnące się w nieskończoność dialogi przypominają dukanie ślepego z głuchym. W pokoju, centralnie nad łóżkiem, mam obrazek (sic!) – sadzać po architekturze to jakieś europejskie miasteczko szczelnie pokryte białym puchem. Kicz straszny, ale to trochę tak jak z naszymi posterami z hawajskimi plażami usłanymi palmami o zachodzie słońca – 100% egzotyki
Pojutrze mam samolot do Vientiene. P.s Moj obecny szachowy ranking to 1374 ELO (Amateur class D)
-
February22nd
Laundry day. 1kg = 13 000 kip. Dwa czyste t shirty a ile radości. Chicken in spinach dzień trzeci z rzędu. Winieta naturalna. Just another day not in paradise. Aaaaa.. please send a rescue team


-
February18th
Jeszcze Savannaketh. Dzien ostatni.
Posted in: Laos
W Pakse pogrzeby zaczynają się o 17:00. Wiem bo widziałem z okna autobusu. Potem już tylko podziwiałem lokalne “downtown”. Kolejny zapyziały hotel z plastikowym wiatrakiem, lodówka wielkości malej chłodni i telewizorem marki daewoo w wyrwana klapka. “Kabina prysznicowa” zazwyczaj znajduje się dokładnie w tym samym miejscu co sedes, co oznacza ze można prowadzić higieniczny tryb życia pod warunkiem ze jednocześnie spocznie się na klozecie. Pokoje są tak przeogromne ze najczęściej muszę brać dwuosobowy by zmieścić tam siebie i dwa niewielkie plecaki. Zadziwiające jak niezwykle przestrzenie ludzie adaptują do miana hoteli i jeszcze bardziej niezwykła jest ilość turystów które takie przestrzenie ochoczo odwiedza (wliczając w to mnie – no może bez tego ochoczo). Co by nie było tak różowo, napisze ze robię się miękki. Albo może właśnie twardy. Na pewno obojętnieje, bez emocji spoglądam z okien autobusów i hoteli. Choć akurat mój aktualny hotel okien w ogole nie posiada. Te obskurne, brudne hotele, nie lepsze restauracje, 35 stopni za dnia i niewiele mniej w nocy, podróże autobusami które 180 km potrafią pokonać już w 10h, żywe kurczaki w tychże autobusach, ludzie jedzący na siedzeniach i wyrzucający resztki pod siedzenia, to wszystko sprawia ze gdzieś moja tolerancja się kończy i coś innego (nie wiem jeszcze co to) zaczyna.. Just a bit of being homesick.













